Rożhelat czyli Kurdystan wschodni albo irański – garść informacji, celem uwrażliwienia na rzeczywistość Kurdyjek i Kurdów w Iranie

Podjęłam się napisania tego tekstu ze względu na powagę sytuacji związanej z Iranem i w szczególności Kurdystanem irańskim, czyli Rożhelatem (Kurdystanem wschodnim) w kurdyjskiej nomenklaturze. W pierwszej kolejności apeluję do wszystkich, abyśmy szukali wiedzy o Kurdach i Kurdyjkach i tego, czego pragną w źródłach kurdyjskich i tych związanych z tzw. „Kurdish studies”, który międzynarodowo jest już sporym nurtem badawczym. Nie słuchajmy wyłącznie opinii irańskiej lub międzynarodowej lewicy – nie mówiąc już o innych mediach – ponieważ mają tu miejsce poważne zniekształcenia. W swoim tekście odnoszę się bezpośrednio do pewnych przeinaczeń, z którymi się spotkałam i z którymi podjęłam dyskusję. W pierwszej kolejności chodzi tu o moją dyskusję na portalu FB z Siyavashem Shahabim, ale także o dość długo trwające debaty w środowisku polskiej orientalistyki, która perspektywę rozumienia problemu kurdyjskiego przejmuje na ogół za poszczególnymi państwami na Bliskim Wschodzie. Dziś potrzebujemy wyjścia poza takie ograniczenia i wsłuchania się w głosy tych, które przez dziesięciolecia były uciszane. Ma to wbrew pozorom duży wpływ na przyszłe losy tego regionu, bo nasze perspektywy kształtują opinie, a te z kolei oddziaływają na sposoby kreowania polityki.

Panorama kurdyjskich organizacji w Rożhelacie

Przede wszystkim warto naszkicować sobie pejzaż kurdyjskich organizacji w Rożhelacie – pejzaż, z którym zetknęłam się dwukrotnie, prowadząc badania w tym regionie w latach 2017 i 2022, kilka miesięcy przed powstaniem, które wybuchło po śmierci Jîny (Mahsy) zwanym Jin, Jiyan, Azadi (Kobieta, Życie, Wolność). Moje badania dotyczyły kultury, organizacji społecznych i praktyk dekolonizacyjnych (2017), a także aktywizmu obywatelskiego (2022).

Najstarszą kurdyjską partią jest Demokratyczna Partia Kurdystanu Irańskiego (KDPI), która powstała w 1945 roku w Mahabadzie jako KDP, wyłaniając się z pankurdyjskiej organizacji Komalaey Jiyanewey Kurd (Ugrupowanie Kurdyjskiego Odrodzenia, KJK). Od początku była organizacją zrzeszającą intelektualistów o dość lewicowych poglądach. Na jej czele stanął Qazi Muhammad, pochodzący ze znanej i szanowanej w Mahabadzie muzułmańskiej rodziny kadich (sędziów). Ten muzułmanin stojący na czele lewicowej organizacji jest zresztą istotnym szczegółem, który nie powinien umknąć naszej uwadze.

Był to człowiek skromny, ale utalentowany politycznie, wybrany dlatego, że cieszył się powszechnym szacunkiem. Qazi potrafił negocjować i próbował jednoczyć wiele różnych środowisk: postępową lewicę, przedstawicieli plemion oraz siły Mustafy Barzaniego, które przybyły z Iraku i stały się główną siłą militarną Republiki Kurdystanu w Mahabadzie.

Warto więc zdać sobie sprawę, że KDP – dziś kojarzona głównie z Baszurem (Kurdystanem irackim) – powstała właśnie w Rożhelacie, a Mustafa Barzani dopiero później przejął po niej schedę. Republika Kurdystanu w Mahabadzie, która powstała wówczas obok Republiki Azerbejdżanu w Tebrizie, nie domagała się niepodległości od Iranu, lecz autonomii. Dlatego pamiętajmy (!), że historycznie polityczne formacje Kurdów i Kurdyjek w Rożhelacie nie dążyły do separatyzmu.

Obie republiki były wspierane przez Związek Radziecki i poddawane jego oddziaływaniu ideologicznemu. Prowadziło to czasem do ciekawych sytuacji, gdy kurdyjscy mułłowie w meczetach łączyli islamskie treści z popularyzowaniem narracji o prawach kobiet. W tej atmosferze mogły powstać i rozwinąć się pierwsze inicjatywy kobiece, które – obok troski o język i kulturę oraz tworzenia symboli narodowych (takich jak flaga ze słońcem) – stanowiły ważny aspekt istnienia Republiki.

Po wycofaniu sowieckiego poparcia i ponownym wzmocnieniu irańskiego centrum Republika Kurdystanu w Mahabadzie została krwawo stłumiona. Qazi Muhammad został publicznie powieszony w marcu 1947, a Mustafa Barzani wraz ze swoimi siłami zbrojnymi udał się do Związku Radzieckiego. Później jego partia zaczęła nazywać siebie KDP, a partia Kurdów w Iranie zaczęła być określana jako KDPI.

Co istotne, relacje tej organizacji z Barzanimi i ich partią nie należały później do najcieplejszych. Obóz KDPI w Baszurze, który dwukrotnie odwiedziłam, znajdował się na terenach kontrolowanych przez rywalizującą z KDP partię PUK, czyli Patriotyczną Unię Kurdystanu. Powodów ochłodzenia tych relacji nie sposób tu szczegółowo omówić, ale jednym z nich jest fakt, że KDPI jest zdecydowanie bardziej oparta na intelektualnych i reformatorskich ideałach niż jej baszurski odpowiednik.

Wpłynęła na to także legendarna postać przywódcy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, Abdulrahmana Ghassemlou. Swój doktorat obronił on w komunistycznej Pradze, a jego książka o Kurdystanie była pierwszą publikacją na ten temat, wydaną w Polsce w 1969 roku. Ghassemlou był silnie przesiąknięty troską o kwestie społeczne. Uważał on, że irańska lewica nie dostrzega kurdyjskich postulatów politycznego upodmiotowienia i decentralizacji kraju, dlatego nie był zwolennikiem rozpłynięcia się kurdyjskiego ruchu w tym nurcie. Niestety moja refleksja po niedawnej dyskusji z Siyavashem Shahabim zdaje się potwierdzać dawne obawy Ghassemlou. Sam lider KDPI został bestialsko zamordowany w Wiedniu w lipcu 1989 roku na polecenie Islamskiej Republiki Iranu. Co znamienne, ani Austria, ani żadne inne państwo europejskie nie zadbały o to, aby pociągnąć Islamską Republikę Iranu do odpowiedzialności.

Peyman Viyan

PJAK (Partia Wolnego Życia Kurdystanu), który wyłonił się jako rożhelacka wersja PKK (Partii Pracujących Kurdystanu w Turcji) w 2004 roku, krytykuje obecnie KDPI za konserwatyzm. Niemniej nie sposób dziś z taką łatwością, jak czyni to irańska lewica, wrzucać KDPI i PJAK do jednego worka z etykietą „right wing”. Jest to duże i groźne uproszczenie. Partia PJAK, kierowana przez kobietę Peyman Viyan (na film o niej oraz dyskusję po seansie zapraszamy do CKF Wajdy w Warszawie 17 kwietnia), silnie inspiruje się osiągnięciami Demokratycznej Autonomicznej Administracji Północno-Wschodniej Syrii (DAAPWS – znanej jako Rożawa), z którą zresztą partia współpracowała. Partyzantki i partyzanci z Rożhelatu brały udział w obronie Kobanê i innych starciach. Współpracowano także w obszarze kultury, co mogłam obserwować, prowadząc wywiady z kurdyjskimi artystami i artystkami w Rożhelacie w 2022 roku.

Jest to również frakcja, do której często należą osoby młodsze niż przeciętni członkowie KDPI, a sama organizacja stara się być bardziej otwarta na inne mniejszości. Dość dobrze układa się współpraca z oddalonymi terytorialnie Beludżami, gorzej natomiast z bliskimi sąsiadami, czyli Azerami.

PJAK pozostaje jednak zgodny z KDPI w kwestii dążenia do politycznej podmiotowości i odrębności Rożhelatu w ramach decentralizacji Iranu, w postaci autonomii lub federacji. Jest to coś, czego irańska lewica nie chce nawet rozważać, karmiąc opinię publiczną dość ogólnymi postulatami demokratyzacji Iranu, równości wszystkich oraz wszechogarniającej wielokulturowości. Tę wielokulturowość trudno jej jednak przełożyć na konkretne rozwiązania instytucjonalne, takie jak decentralizacja.

Oczywiście zawarta jest w tym pewna prawda. Decentralizacja sama w sobie nie stanie się automatycznie źródłem szczęścia i powszechnego dobrobytu. Będzie wymagała pracy i wysiłku. Jednocześnie prawdą jest również to, że niektóre mniejszości na określonych obszarach Iranu stanowią większość. Dotyczy to między innymi Azerów i Azerek (16% w skali całego kraju), Kurdów i Kurdyjek (10%), Lurów i Luryjek (6 %), a także Arabów i Arabek oraz Beludżów i Beludżyjek (po około 2%). Dane te podaję za portalem minorityrights.org. Nie wszystkie z tych społeczności mają ochotę być rządzone przez perskie centrum, nawet w jego najbardziej reformatorskim wydaniu.

Nacjonalizm kurdyjski, nawet w swojej bardziej konserwatywnej odmianie, jest znacznie bardziej otwarty na inne mniejszości i ich głosy niż projekty nacjonalizmów państwowych budowanych odgórnie przez Turków, Persów czy Arabów. Nie wynika to z jakiejś „kurdyjskiej wrodzonej cudowności”, lecz z faktu, że nie istnieje jedna, powszechnie uznana definicja tego, kim jest „Kurd/Kurdyjka” i czym jest „Kurdystan”. W rezultacie Kurdowie i Kurdyjki, budując swój ruch oddolnie i w niesprzyjających warunkach, musiały opierać się na negocjacjach, kompromisach oraz na zdolności dostrzegania własnych błędów. Nie są w tym procesie mistrzami – nie idealizujmy ich. Jednakże są w nim bardziej zaawansowane niż reprezentanci tak zwanych „większości”, którzy podobnych doświadczeń mają znacznie mniej. I właśnie w tym tkwi najważniejszy potencjał oraz różnica, którą powinniśmy dziś dostrzegać i doceniać.

Jednocześnie nie należy Kurdów i Kurdyjek idealizować i trzeba wspierać je poprzez sensowną, konstruktywną krytykę. Bardzo istotnym elementem są także idee tak zwanej radykalnej demokracji, rozwinięte w DAAPWS, czyli w Rożawie. Inspirują one dziś szczególnie młodych Kurdów i Kurdyjki w różnych częściach ich matczyzny i kładą nacisk na lokalną współpracę różnych grup etnicznych.

Obok wyżej wymienionych partii działa również KOMALA, która posiada dziś aż trzy różne odgałęzienia, z których jedno stanowi część Komunistycznej Partii Iranu. Jest to historycznie pierwsza kurdyjska formacja polityczna i militarna o marksistowskim, częściowo także maoistowskim rodowodzie, która już wkrótce po swoim powstaniu na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zaczęła przyjmować w swoje szeregi kobiety.

Partyzantki z Komali w czasie wojny z Iranem w latach 1979-1982

Wspomnieć należy także o organizacji Xebat (Chebat) oraz o PAK, czyli Partii Wolnego Kurdystanu, która jest dość silnie powiązana z KDP w Iraku. Ta ostatnia rzeczywiście reprezentuje nurt bardziej konserwatywny i w dużym stopniu opiera się na wsparciu Barzanich z Baszuru. Nie stanowi jednak głównego reprezentanta kurdyjskiej opozycji w Rożhelacie.

Panorama kurdyjskiego aktywizmu jest znacznie bogatsza niż wymienione ugrupowania. Obecni są tam także kurdyjscy islamiści. Przypomnijmy, że Kurdowie i Kurdyjki w Iranie są w większości sunnitami, a nie szyitami jak Persowie i Azerowie. Istnieją również różne interesujące islamskie ruchy społeczne, między innymi ten związany z postacią Ahmada Moftizadego. Warto sięgnąć po książkę ‘The Last Mufti of Iranian Kurdistan. Ethnic and Religious Implications in the Greater Middle East’ autorstwa Alego Ezzatyara (2016). Moftizade był postacią, której nieobce były kwestie społeczne oraz dialog z szyickim centrum religijno-politycznym w Iranie. Z tego powodu niektórzy Kurdowie i Kurdyjki do dziś oskarżają go o zdradę. Warto jednak zwrócić uwagę, że także w tym ugrupowaniu rola kobiet jest zauważalna.

Inną fascynującą postacią, o której warto poczytać, był tak zwany Czerwony Mułła, Szech Ezzedin Husseini (1921–2011), związany z komunistyczną Komalą. Niektórzy słabiej zorientowani obserwatorzy uznają go czasem za lidera tej partii. Przywołuję te wątki, aby podkreślić zaskakujące przenikanie się w Rożhelacie różnych prądów myślowych, bogactwo możliwych kombinacji ideowych oraz potencjał intelektualny, którym region ten dysponuje.

Oczywiście istnieją tam również, choć w mniejszości, zwolennicy reżimu. U takiej rodziny mieszkałam na przykład w 2017 roku w Saqqez. Nawet oni byli jednak wyraźnie zainteresowani rozwijaniem swojej kurdyjskiej tożsamości. Niedawno słyszałam także o sympatykach szacha.

Dlatego troska o dostrzeganie bogactwa oraz etnicznej i społecznej złożoności Iranu, wyrażana przez Irańską Partię Komunistyczną i jej sympatyków, takich jak Siyavush Shahabi, jest w pewnym sensie uzasadniona. Warto jednak pamiętać o proporcjach oraz o tym, że celem Kurdów i Kurdyjek jest z zasady budowanie innej niż dotychczas polityki w regionie, bardziej przychylnej mniejszościom. Mają oni w tym zakresie pewne doświadczenia i osiągnięcia, które w konfrontacji z bardziej centralistycznie wychowanymi Irańczykami są nieporównanie większe.

Kurdowie i Kurdyjki a amerykańskie wsparcie

Zajmijmy się teraz doniesieniami o rzekomym zbrojeniu Kurdów i Kurdyjek przez CIA, co wywołało sporo zamieszania. Według tych doniesień miałoby to dotyczyć oddziałów stacjonujących w Kurdystanie irackim. Informacja ta nie została jednak potwierdzona przez stronę kurdyjską. Może być prowokacją, mającą na celu wywołanie kurdyjskich działań zbrojnych albo zastraszenie Iranu wizją lądowej inwazji.

Warto pamiętać, że partie kurdyjskie po pierwsze już dysponują uzbrojeniem, a po drugie taka operacja wymagałaby widocznych działań, o których ktoś z pewnością by informował. Tymczasem nic takiego nie zostało odnotowane. Ponadto ewentualne działania zbrojne mogłyby zostać podjęte przez oddziały już przygotowane w Rożhelacie, czyli w Kurdystanie irańskim, a nie przez formacje, które dopiero miałyby przedostawać się z Baszuru, czyli z Kurdystanu irackiego.

Naturalną rzeczą są natomiast kontakty większych kurdyjskich ugrupowań i ich przywódców z przedstawicielami administracji amerykańskiej oraz izraelskiej. Oba państwa od dawna próbowały skłonić Kurdów i Kurdyjki do podjęcia działań zbrojnych. Jednak 7 marca prezydent Trump oficjalnie zrezygnował z takiego pomysłu.

Oddziały USA stacjonowały w Syrii w pobliżu złóż ropy naftowej

Sam kontakt nie oznacza jeszcze ulegania amerykańskim propozycjom. Kontakt w pierwszej kolejności oznacza rozmowę. Niewykluczone więc, że rezygnacja prezydenta Trumpa z tych planów była właśnie wynikiem wielu rozmów, które przeprowadził z przedstawicielami kurdyjskich środowisk.

Określenie „wzniecanie powstania”, które pojawia się w niektórych mediach, można dziś uznać za nieadekwatne. Kurdowie i Kurdyjki planują swoją politykę w taki sposób, aby oszczędzać własne siły i podejmować jedynie dobrze przemyślane ryzyko. Jak dotąd żadna z kurdyjskich partii nie wezwała do powstania przeciwko Islamskiej Republice.

To, co może wydarzyć się w Rożhelacie, to raczej stopniowe przejmowanie kontroli, zapewne połączone z zawieraniem kompromisów z reżimem w niektórych obszarach. Ludność Rożhelatu zapłaciła ogromną cenę za opór wobec Republiki Islamskiej w latach 1979–1984. Był to region, który najdłużej sprzeciwiał się władzy ajatollahów, lecz zapłacił za to ogromnymi stratami ludzkimi oraz gospodarczym zacofaniem.

W ciągu ostatnich dwóch dekad kurdyjskie miasta stały się jednak dość dobrze prosperującymi ośrodkami uniwersyteckimi i kulturalnymi. Pod pewnymi względami, takimi jak poziom edukacji czy znajomość języka angielskiego, miasta takie jak Sanandadż są dziś znacznie lepiej rozwinięte niż wiele ośrodków w Baszurze czy w Bakurze, czyli Północnym Kurdystanie (okupowanym przez Turcję).

Są to ważne zdobycze, których Kurdowie i Kurdyjki nie chcą zaprzepaścić. Dlatego będą działały z dużą ostrożnością i starały się unikać niepotrzebnego narażania mieszkańców i mieszkanek. Wsparcie dla Rożhelatu może również nadejść z innych części Kurdystanu. Z pogranicza turecko-irackiego do Rożhelatu prawdopodobnie przybyły już oddziały PKK, która formalnie ogłosiła swoje rozwiązanie w Turcji.

Warto również podkreślić, że Kurdowie i Kurdyjki nie mają wobec Amerykanów żadnego długu do spłacenia. Sytuacja wygląda raczej odwrotnie. Zgodnie z deklaracjami ogłoszonymi wiosną ubiegłego roku celem kurdyjskich organizacji może być przejęcie kontroli nad Rożhelatem bez angażowania się w działania zbrojne na innych obszarach Iranu.

Jak podkreślałam już wcześniej, celem politycznym Kurdów i Kurdyjek w Iranie nie jest separacja ani utworzenie niepodległego państwa, lecz decentralizacja kraju w postaci systemu autonomicznego lub federacyjnego, podobnego do rozwiązania funkcjonującego w Iraku. Ważnym punktem odniesienia są także doświadczenia Kurdów i Kurdyjek w Syrii.

Kurdowie i Kurdyjki w Iranie były bardzo uważnymi obserwatorkami wydarzeń w Syrii i z ich perspektywy najkorzystniejszy jest dziś scenariusz syryjski, czyli stopniowe słabnięcie reżimu Islamskiej Republiki Iranu. Z pewnością nie są natomiast zainteresowane wspieraniem projektu zainstalowania w Iranie antydemokratycznego przywództwa w osobie syna szacha, Rezy Pahlawiego, który otwarcie prezentuje poglądy antykurdyjskie.

Przez lata współpracy ze Stanami Zjednoczonymi Kurdowie i Kurdyjki nauczyły się sceptycyzmu wobec polityki USA. Tym bardziej, że w ostatnich tygodniach mogły zaobserwować, jak Stany Zjednoczone wycofały się ze wspierania DAANES, czyli Demokratycznej Autonomii Północnej i Wschodniej Syrii.

Rojhelat Efrîn, Ilham Ahmed i Mazlum Abdi

W rzeczywistości przedstawicielom władz DAAPWS, z Mazlumem Abdim i Ilham Ahmed na czele, udało się wynegocjować z rządem Ahmada Asz-Szary znacznie większe ustępstwa niż te, które przewidywała wstępna propozycja Toma Barracka, specjalnego wysłannika USA do spraw Syrii. Pokazało to dość wyraźnie, że Amerykanie bywają dla Kurdów i Kurdyjek mało użyteczni.

Kurdowie i Kurdyjki zdają sobie sprawę, że Stany Zjednoczone często nie rozumieją realiów regionu i kierują się przede wszystkim własnymi interesami. Dlatego dostosowali swoją politykę do tej rzeczywistości. Jak wspomniano wcześniej, prezydent Trump rozmawiał telefonicznie z kilkoma kurdyjskimi liderami zarówno w Baszurze, jak i w Rożhelacie. Z dostępnych informacji wynika jednak, że angażowanie sił kurdyjskich w szerszą operację wojskową w Iranie zostało przez nich ocenione jako propozycja ryzykowna i nieodpowiedzialna.

Nie można natomiast wykluczyć, że w przyszłości pojawi się współpraca dotycząca samego Rożhelatu, której celem byłoby przejmowanie kontroli nad tym regionem. W takim scenariuszu mogłaby tam powstać swego rodzaju strefa buforowa.

Bieżąca sytuacja

Z informacji, które posiadam z różnych pozaoficjalnych źródeł, wynika, że w chwili obecnej kurdyjskie oddziały znajdują się w większości kurdyjskich miast, ale pozostają w ukryciu. Izraelsko-amerykańskie ataki w ostatnich dniach były kierowane na kurdyjskie miasta, a dokładniej na znajdujące się tam irańskie posterunki wojskowe, policyjne oraz jednostki pasdaran.

Część irańskich sił wycofała się z tych terenów, jednak znaczna ich liczba pozostaje w miastach. Żołnierze przebywają na ulicach, stadionach, w samochodach i w innych miejscach, starając się pozostawać poza zasięgiem nalotów. W takiej sytuacji ostrzał i bombardowanie mogą być uzasadnione w odniesieniu do zgromadzonych magazynów amunicji, ale już nie w przypadku rozproszonych oddziałów irańskich sił zbrojnych.

Oznacza to również pewien poziom chaosu, który siły kurdyjskie uważnie monitorują. Do tej pory nie dochodziło jednak do żadnych starć z siłami rządowymi. Korzystając z doświadczeń wyniesionych z Syrii, Kurdowie i Kurdyjki będą prawdopodobnie zachowywały daleko idącą powściągliwość i unikały jakichkolwiek prowokacji. Niewykluczone jednak, że w najbliższych dniach pojawią się w różnych źródłach informacje o rzekomych starciach. Z dużym prawdopodobieństwem będą to jednak fałszywe wiadomości. Przykładem jest informacja o starciach w Meriwanie, którą zdementowały zarówno źródła kurdyjskie, jak i irańskie. Celem rozpowszechniania tego rodzaju doniesień jest sprowokowanie Kurdów do podjęcia bezpośrednich działań zbrojnych. Jednym z głównych źródeł podobnych informacji jest w tym przypadku Izrael. KDPI wezwała irańskie siły do tego, aby „wróciły do domu”, natomiast PJAK zaapelowała do społeczeństwa o organizowanie komitetów samoobrony.

Oprócz sił rządowych jednym z wyraźnych zagrożeń na kurdyjskim horyzoncie jest dziś turecki, a szerzej panturecki nacjonalizm obecny wśród ludności azerskiej, z którą Kurdowie i Kurdyjki sąsiadują w północnych prowincjach Rożhelatu. Chcę podkreślić, że pisząca te słowa jest Tatarką i nie jest mi obce panturkijskie zainteresowanie innymi grupami, na przykład Azerami. Nie identyfikuję się jednak zupełnie z polityką w rodzaju „make Turkish great again”. Wręcz przeciwnie, uważam ją za poważne zagrożenie dla regionu.

Mapa przedstawia ataki USA i Izraela na Iran oraz ataki Iranu (dane z 12.03.26)

Szyiccy Azerowie wspierali dotąd szyicki reżim w Iranie i często odgrywali w nim bardzo ważną rolę. Warto przypomnieć, że najwyższy przywódca Iranu, Ali Chamenei, był pochodzenia azerskiego. Jednocześnie tej społeczności nie są obce sentymenty tureckie, podtrzymywane przez liczne kontakty z Turcją i Azerbejdżanem. Docierająca do niej ideologia, między innymi za pośrednictwem tureckiej telewizji, bywa często skrajnie szowinistyczna i wyraźnie antykurdyjska. Sama miałam okazję to obserwować podczas pobytu u azerskiej rodziny w Maku w 2017 roku.

Z tego powodu Azerowie na pewno nie będą przychylnie nastawieni do kurdyjskich dążeń. Bardzo niewielu z nich należy dziś do PJAK, czyli organizacji najbardziej otwartej na współpracę z innymi grupami etnicznymi.

Wydarzeniom w Iranie uważnie przygląda się również Turcja, której cel jest jasno określony: nie dopuścić do rozwoju kolejnej kurdyjskiej podmiotowości politycznej u swojego sąsiada. W przypadku osłabienia irańskiego reżimu Azerowie mogą więc zostać wykorzystani jako jedno z narzędzi realizacji antykurdyjskiej polityki. Turcja jest zatem kolejnym graczem, który może wywrzeć wpływ na dalszy rozwój wydarzeń i nie należy o tym zapominać.

Komunikacja z irańską opozycją i ze światem zewnętrznym

Podkreślmy jeszcze raz: kurdyjskie partie nie chcą angażować się w operację wojskową w Iranie, a jedynie ewentualnie działać na własnym terytorium, i to tylko w sprzyjających okolicznościach, takich jak wycofanie się sił irańskich, ich rozpad lub powstanie chaosu. Kurdowie i Kurdyjki dążą do decentralizacji państwa, a nie do separacji od Iranu. Tego wciąż nie rozumie wielu przedstawicieli irańskiej opozycji, a także niektóre politolożki i dziennikarki na świecie, które powtarzają opowieść o kurdyjskim separatyzmie niczym mantrę. Dla Kurdów i Kurdyjek celem jest obalenie reżimu w Iranie oraz budowa świeckiego, zdecentralizowanego i demokratycznego państwa. Nie chcą jednak występować w roli głównej siły zbrojnej, która miałaby obalać reżim. Problem polega na tym, że bardzo niewiele postaci z irańskiej opozycji zdaje sobie sprawę z tego, czego Kurdowie i Kurdyjki naprawdę chcą. Brakuje zaufania, kontaktu oraz kanałów komunikacji i współpracy. Informacje są często przeinaczane. Wspomniany wcześniej Siyavash Shahabi przedstawia jedną z frakcji Komali, czyli kurdyjskie skrzydło Irańskiej Partii Komunistycznej, jako jedyną racjonalną postawę. Według tej narracji polega ona na nieprzyłączeniu się do grupy sześciu kurdyjskich partii, które rzekomo dążą do „amerykańskiej interwencji” i w domyśle do „separacji” od Iranu.

Koalicja Sił Politycznych Irańskiego Kurdystanu, założona 22 lutego 2026

W takim ujęciu słowo „decentralizacja” staje się w irańskiej opozycji tematem tabu i traktowane jak synonim separatyzmu. Ujawnia to głębszy problem w myśleniu o mniejszościach, które nadal są traktowane w sposób przedmiotowy, jako grupy rzekomo „nieświadome tego, co jest dla nich dobre”. Sześć zjednoczonych kurdyjskich partii, do których dołączają niektórzy Beludżowie i Beludżyjki, nie jest w tej logice uznawanych za partnera do dialogu. Za takiego partnera uznaje się natomiast niewielką frakcję Irańskiej Partii Komunistycznej (!). Mniejszości nie powinny według tej logiki dążyć do własnej podmiotowości politycznej, lecz zadowolić się abstrakcyjnym ideałem „równości wszystkich”.

Warto przypomnieć, że w Iranie zarówno w czasach szacha, jak i Islamskiej Republiki Iranu prowadzona była polityka centralizacji. Jedynym oficjalnym językiem mógł być język perski. Tylko on oraz wyrażona w nim kultura miały pełnić rolę nośnika modernizacji i wartości uniwersalnych przeznaczonych do przekazywania światu zewnętrznemu. Taki model jest dla Kurdów i Kurdyjek całkowicie nie do zaakceptowania, ponieważ dążą one do własnej podmiotowości kulturowej i politycznej również na arenie międzynarodowej.

Jednocześnie w społeczeństwie irańskim, wychowanym w takim schemacie, idea „równości wszystkich” nie może zostać zrealizowana bez konkretnych rozwiązań politycznych, które tę równość będą przynajmniej na poziomie regionalnym uznawać i gwarantować.

Nie pomaga również często powtarzana przez wiele środowisk orientalistycznych w Polsce mantra o „wielkiej i wyjątkowej kulturze perskiej bądź irańskiej”. Wzmacnia ona obecne w niektórych środowiskach poczucie wyższości, nadmierną pewność siebie oraz skłonność do lekceważenia krytyki. Tego rodzaju postawy powinniśmy dziś raczej hamować niż wzmacniać.

Kurdowie i Kurdyjki, zwłaszcza te mieszkające na emigracji i działające w środowisku akademickim związanym z tzw. Kurdish studies, również mają tu swój problem. Na ich profilach można często znaleźć krytyczne komentarze pod adresem „Persów i ich manii wielkości”, ale rzadko spotyka się rzeczywiste dyskusje prowadzone bezpośrednio z samymi Irańczykami i Irankami. Jedni ignorują drugich, choć i tu warto podkreślić, że sytuacja nie jest symetryczna. Irańska opozycja, jako znacznie lepiej rozpoznawalna, ma o wiele większe możliwości docierania do zachodnich mediów i opinii publicznej. Z tego powodu łatwiej może sobie pozwolić na ignorowanie drugiej strony.

Uważam jednak, i niech zostanie mi wybaczona taka szczerość, którą niektórzy mogą uznać za brak empatii albo kolonializm, że jeśli irańska opozycja rzeczywiście poczuwa się dziś do odpowiedzialności za przyszłość kraju, a nie jedynie do wyrażania interesujących opinii, to właśnie ona, jako lepiej usytuowana na Zachodzie, powinna zapraszać do dialogu Kurdów i Kurdyjki oraz inne mniejszości. Należy przy tym podkreślić, że chodzi o Kurdów i Kurdyjki reprezentujących różne środowiska, a nie tylko jedną wybraną frakcję najbliższą poglądom irańskich stronnictw politycznych.

Joanna Bocheńska

Adiunkt w Zakładzie Iranistyki Instytutu Orientalistyki UJ, kierowniczka Pracowni Studiów Kurdyjskich, obecnie również pełniąca obowiązki kierowniczki Katedry Iranistyki. Do dziś kierowała trzema projektami badawczymi: „Jak uczynić głos słyszalnym? Ciągłość i przemiany Kurdyjskiej kultury i rzeczywistości społecznej w perspektywie postkolonialnej” (2013-2018), „Obywatele świata: Współczesna literatura kurdyjska i proces kształtowania dziedzictwa kulturowego jako sposoby transformacji i rewitalizacji kurdyjskiego języka i tradycji ustnej” (2020-2023) oraz „Aktywizm i jego moralne i kulturowe podstawy: alternatywne obywatelstwo i rola kobiet w Kurdystanie i diasporze” (ALCITfem, 2021-2024) finansowanymi w ramach środków Narodowego Centrum Nauki i Funduszy Norweskich. W 2022 otrzymała nagrodę Benedykta Polaka za rozwój i popularyzację studiów kurdyjskich w Polsce. Jest autorką i współautorką wielu publikacji naukowych. Jej główny obszar zainteresowań obejmuje kurdyjskie dziedzictwo, tradycję ustną, literaturę klasyczną i współczesną, aktywizm kobiet, a także kino i sztukę Bliskiego Wschodu. Przetłumaczyła z kurdyjskiego na język polski baśnie kurdyjskie „Opowieści Dengbeżów” 2014 i opowiadania Mehmeta Dicle pt. „Gorączka” (2020). Jest także fotografką i poetką, patrz: joannabochenska.com. Od 2013 roku redaguje stronę kurdishstudies.pl.

Kilka Linków:

Artykuły, owoce naszego międzynarodowego projektu ALCITfem (Aktywizm i jego moralne i kulturowe podstawy: alternatywne obywatelstwo i rola kobiet w Kurdystanie i diasporze), w tym o Kurdystanie irańskim, wszystkie w otwartym dostępie:
Pracownia Studiów Kurdyjskich UJ: kurdishstudies.pl
Think-tank TISHK: tishk.org
X PJAK: Rojelat.Info

Tekst zawiera niektóre fragment mojego wywiadu z Newsweeka przeprowadzonego przez Jacka Pawlickiego i opublikowanego pod linkiem:
Kurdowie włączą się do wojny w Iranie? Donald Trump dzwonil już kilka razy.

Fediwersum