Sytuacja w północno-wschodniej Syrii w dniu 20 stycznia pozostaje krytyczna.

Dowództwo Syryjskich Sił Demokratycznych poinformowało o osiągnięciu porozumienia z tzw. rządem przejściowym w Damaszku w sprawie wprowadzenia czterodniowego rozejmu i zadeklarowało jego pełne przestrzeganie, podkreślając, że nie podejmie żadnych działań zbrojnych, o ile samo nie zostanie zaatakowane. Jednocześnie SDF potwierdziły gotowość do dialogu politycznego. Syryjski reżim zaprezentował nową wersję planu „integracji” DAANES, jednak możliwe, że podobnie jak w przypadku poprzednich propozycji, jest to jedynie gra na demobilizację Rożawy poprzez dezinformację sugerującą, że porozumienie jest niemal zawarte. Wstrzymajmy się więc z oceną do czasu oficjalnego stanowiska SDF.

Tym bardziej, że w praktyce ataki nie tylko nie ustały. Dowódca SDF Mazlum Abdi poinformował, że siły kurdyjskie wycofały się do obszarów zamieszkanych głównie przez ludność kurdyjską, aby chronić cywilów, podczas gdy wojska i milicje powiązane z Damaszkiem kontynuują natarcie na te tereny, w tym na Hesekę i Kobanê. Między innymi turecka armia, przy udziale najemników syryjskiego rządu tymczasowego, ostrzelała intensywnym ogniem artyleryjskim wieś Tal Jumaa w okolicach Tal Tamr – jedną z historycznych wiosek asyryjskich regionu. Dosłownie przed chwilą tureckie drony dokonały także ataku na Qamişlo. Kobane pozostaje odcięte od dostaw, co grozi katastrofą humanitarna.

Szczególnie dramatyczna pozostaje sytuacja wokół więzień i obozów, w których przetrzymywani są bojownicy ISIS oraz ich rodziny. W ciągu dnia trwały kolejne próby przejęcia kontroli nad największym obozem-więzieniem al-Hol, który był szturmowany przy użyciu ciężkiego sprzętu, w tym czołgów i pojazdów opancerzonych. Po zaciętych walkach strażnicy zostali zmuszeni do wycofania się. Na podstawie opublikowanych nagrań i zdjęć z miejsca można wnioskować, że doszło do ucieczki znacznej liczby byłych bojowników ISIS. Powtarza się tu scenariusz znany z więzienia Al-Shaddadi, w którym przetrzymywano tysiące członków ISIS i które było wielokrotnie atakowane przez formacje powiązane z Damaszkiem. Mimo że obiekt znajduje się w bezpośredniej bliskości bazy Międzynarodowej Koalicji, nie podjęto żadnej interwencji, dopuszczając do uwalniania bojowników ISIS.

Równolegle do wydarzeń w samej Rożawie tysiące Kurdów i ich sojuszników wychodzą na ulice miast w Europie i na świecie, okazując solidarność z północno-wschodnią Syrią. W poniedziałek Dowództwo Generalne SDF wezwało Kurdów i Kurdki ze wszystkich części Kurdystanu (Rożawy, Bakuru, Baszuru i Rojhilatu), a także diasporę w Europie do jedności, zniesienia granic narzuconych przez okupantów i włączenia się w opór. Wezwanie to spotkało się z natychmiastową odpowiedzią. We wtorek mieszkańcy północnego Kurdystanu częściowo zburzyli ogrodzenia graniczne w rejonie Nusaybin i przekroczyli granicę, wchodząc do syryjskiego miasta Qamişlo, by wesprzeć trwający opór. Setki osób przekroczyły granicę mimo ostrzału. Tureccy żołnierze użyli ostrej amunicji wobec demonstrantów, raniąc dwie młode kobiety i dwóch mężczyzn.

Na froncie dyplomatycznym najważniejszą wiadomością dnia jest faktyczne porzucenie przez USA swojego dotychczasowego syryjskiego sojusznika. Specjalny wysłannik USA ds. Syrii, Tom Barrack, ogłosił, że historyczna rola Syryjskich Sił Demokratycznych w walce z ISIS dobiegła końca, ponieważ Waszyngton uznaje dziś rząd w Damaszku za nowego, pełnoprawnego partnera w „Globalnej Koalicji przeciwko ISIS”. Według tej narracji Kurdowie mają skorzystać na „integracji” z nową Syrią pod rządami Ahmeda al-Sharaa, oddając kontrolę nad więzieniami ISIS, kluczową infrastrukturą i rozbrajając swoje siły w zamian za obietnice obywatelstwa, praw kulturowych i udziału w polityce. Tę strategiczną zmianę potwierdził prezydent USA Donald Trump, który publicznie pochwalił Ahmeda al-Sharaa, mówiąc, że „pracuje bardzo ciężko”, a jego „trudna przeszłość” nie jest problemem, bo „nie można tam postawić mięczaka”. Trump stwierdził również, że rozmawiał z nim osobiście o więzieniach i że to al-Sharaa „pilnuje jednych z najgorszych terrorystów na świecie”. Słowa te padają w momencie, gdy bojownicy ISIS są z tych więzień uwalniani przez formacje powiązane z Damaszkiem i wspierane przez Turcję.

To stanowisko jest w istocie otwartą zdradą sojuszników, którzy przez lata ponieśli największy ciężar walki z tzw. Państwem Islamskim. To Kurdowie oraz inne grupy etniczne sprzymierzone z nimi w ramach SDF zapłacili dziesiątkami tysięcy zabitych i rannych za rozbicie terytorialnego kalifatu ISIS. To oni bronili Kobanê, wyzwalali Rakkę i przez lata pilnowali obozów oraz więzień, których dziś nikt nie chce realnie zabezpieczyć. W momencie, gdy te same więzienia są atakowane, a dżihadyści odzyskują wolność, Waszyngton ogłasza, że „pierwotny cel partnerstwa wygasł”.

Mówienie dziś o pełnym obywatelstwie i gwarancjach konstytucyjnych przy jednoczesnym tolerowaniu ataków na obszary kurdyjskie, oblężeń miast i ostrzału więzień ISIS jest nie tylko przejawem politycznego cynizmu, lecz także sygnałem wysłanym do wszystkich przyszłych sojuszników Zachodu. Gdy przestajecie być użyteczni, wasze ofiary tracą znaczenie, a wasze bezpieczeństwo staje się kartą przetargową. To ważna lekcja dla wszystkich, którzy wierzą w jakiekolwiek gwarancje imperiów. Jak powtarzaliśmy na demonstracji: imperia nie mają przyjaciół, mają tylko interesy.

Zdjęcie za kurdyjską agencją Firat News przedstawia moment obalenia fragmentu ogrodzenia na granicy turecko-syryjskiej/